W odcinku Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz zakochał się w Mawile, jednak ta nie odwzajemniała jego uczuć, ponieważ była zakochana w Lombre Brocka. Połączył siły z załamanym Brockiem i śpiewał oraz tańczył z nim w celu zapewnienia rozrywki publiczności.
5 Póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie. 6 Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej, ani tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. 7 Nie wszystko złoto, co się świeci. 8 Nie taki diabeł straszny, jak go malują. 9 Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe. 10 Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje.
W tym tkwi ambaras, żeby dwoje chciało na raz? - Niestety zapłaciłem słoną cenę za kiepskie rezultaty. Jak w tym teleturnieju, jesteś najsłabszym ogniwem, musisz odejść.
Patrzyłem w jej oczy i chciałem w nich zobaczyć: „Rusz się, nie chcę spać sama”, ale nie było tego zdania. Nie było w nich decyzji. Zdawały się
Optymistyczna terapia, którą proponuje badacz, daje nadzieję, że walka o udany związek nie musi być trudna, wystarczy po prostu chcieć nad nim pracować. Jak mówi stare i znane przysłowie, dla chcącego nic trudnego. Ale warto pamiętać, że cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Cóż, warto się starać, ale nic na siłę.
Przyszła na nią taka chwilka. I myślała, czy to warto Było być taką upartą. Lecz tymczasem mu wychudło, Bo juz była stare pudło. Tak to ludzie trwonią lata, Że nie są jak brat dla brata. Z tym najgorszy jest ambaras, Żeby dwoje chciało na raz.
Prace trwały tak długo, bo tak jak w wierszu Żeleńskiego – „z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”. W tym przypadku nie chodziło o dwoje, ale 230 dostawców internetu, którzy nie mogli dojść do porozumienia w prostej kwestii: jaki sposób pomiarów będzie najlepszy.
żeby dwoje chciało na raz" – ten zgrabny dwuwiersz Tadeusza Boya-Żeleńskiego oddaje to, co wydarzyło się w Opolu, choć w tym przypadku możemy mówić o trzech osobach. Dziennikarze trafili prosto do gabinetu Karola Musioła, przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej w Opolu (komunistyczny odpowiednik prezydenta miasta).
"Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz". Poniższe sposoby na pewno będą skutkować tym, że wasze uczucie po raz kolejny zapłonie nowym ogniem, ale stanie się tak tylko wtedy, jeśli oboje będziecie tego naprawdę chcieli i będziecie gotowi dalej pracować nad waszym związkiem.
Czy ktoś wkrótce nie każe nam się decydować? Czy to propaganda poziom master oczywiscie dla tych którzy w przeciwieństwie do mojego pokolenia komunizmu nie…
tQqxG7. RecenzjeŻeby dwoje chciało na raz…w odpowiednim momencie O spektaklu „Małżeństwo do poprawki” Michaela Englera w reż. Andrzeja Nejmana w Teatrze Kwadrat w Warszawie pisze Kama Pawlicka. „Małżeństwo do poprawki” to romantyczna komedia Michaela Englera o miłosnych perypetiach pary z długoletnim stażem małżeńskim. On jest pisarzem kryminałów, które choć świetnie się sprzedają, nie zaspokajają wyższych ambicji autora. Thomas bowiem marzył o karierze poczytnego pisarza, wydającego książki z wyższej półki. Skończyło się jednak na masowej „produkcji” powieści z dreszczykiem, które zarobiły dla autora na tyle dużo, że stać go było na zakup luksusowego domu z polem golfowym i uzbieranie pokaźnej sumy na koncie. Vera, jego żona, zrezygnowała z pracy zawodowej, by skupić się na karierze męża. Niestety z dawnego uczucia, jakie łączyło parę, niewiele pozostało. Płomienne uczucie, jakim darzyli się na początku związku, dawno wygasło. Thomas i Vera nie potrafią już normalnie ze sobą rozmawiać, wciąż się kłócą, nie umieją znaleźć złotego środka, by się porozumieć. Thomas topi nudę, melancholię i kryzys wieku średniego w alkoholu, zmienia także dość często asystentki. Vera nie chce tak dłużej żyć, zatrudnia więc bezwzględną prawniczkę, przy pomocy której chce pozbawić męża majątku. Mąż z kolei wynajmuje przyjaciela-prawnika, by nie zostać bez grosza. Punktem kulminacyjnym jest nieszczęśliwy wypadek pana domu. Thomas zapada w śpiączkę, traci częściowo pamięć… i staje się zupełnie innym człowiekiem. Czułym, zakochanym w żonie, mężczyzną z duszą romantyka, który pamięta najlepsze lata ich związku, kiedy to mieli po 20 lat i marzyli nie o luksusach i wielkich pieniądzach, ale o byciu we dwoje. I jak to w komediach bywa, sztuka kończy się happy endem, którego Państwu nie zdradzę. Mogę tylko uchylić rąbka tajemnicy, że nawet nieprzyjemna, ostra jak brzytwa prawniczka pod wpływem ciasteczek z niespodzianką, a potem miłości, będzie nie do poznania. „Małżeństwo do poprawki” jest świetnym wyborem na miłe spędzenie wieczoru. To dobrze napisana sztuka, do tego wyreżyserowana z wdziękiem i lekkością. Bez dłużyzn i niepotrzebnych wątków. Akcja toczy się wartko, nie ma czasu, by się przez chwilę nudzić. Dodatkowym atutem są aktorzy: Paweł Małaszyński jako Thomas, Agnieszka Sienkiewicz jako Vera, Andrzej Andrzejewski jako przyjaciel domu i jednocześnie prawnik pisarza oraz Ilona Chojnowska w roli prawniczki, zatrudnionej w celu oskubania męża z fortuny. Cała czwórka gra lekko, stroniąc od przeciągania struny w stronę chęci nadmiernego rozbawiania widowni. Przeciwnie, żarty słowne podbijane są żartami sytuacyjnymi, ale wszystko jest w dobrym tonie i w dobrym komediowym sosie. Tags: Agnieszka Sienkiewicz, Andrzej Andrzejewski, Andrzej Nejman, Ilona Chojnowska, Michael Engler, Paweł Małaszyński
Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz... ... czyli o tym, jak dopasować buty i zaczęło się od butów, które wypatrzyłam w jednej z notek na blogu Diary of a Vintage Girl. Musiałam zdobyć podobne!Szczęśliwym trafem, kilka miesięcy wcześniej niemal identyczne butki kupiła moja mama. Drogą uczciwej wymiany (co oznacza, że tych butów już u mnie nie zobaczycie) weszłam w ich pełni szczęścia w stylu lat czterdziestych brakowało mi tylko pasujących rękawiczek. I oto są! Rodzice dobrze wiedzieli, czego potrzebuję i sprawili mi je w tak buty i rękawiczki wyglądają w zestawieniu ze skróconą niedawno sukienką, którą dostałam w prezencie od Studio2Deko: Leśno-Marchewkowa na Luli.
Nadeszła sobota, przyjechał Meżuś, a ja umówiona byłam z Bellą na zakupy, Dzieci zdrowsze, serce rośnie :D można ich zostawić i iść.....Taka to była radosna myśl z rana, co do mego oczekiwania. Małż szybko się zmył, jako że do 12 tj, mojej godziny zero, kupa czasu i wszystko załatwi, Rodzice się rozleźli odkurzać i zamiatać liście, a ja zostałam z Maluchami i gotowaniem zupy. W międzyczasie umyłam włosy (międzyczas = bajki puszczone dzieciom) i wałki, na które je nawlekam, (bo są plaskate bez nich, bo ich mało) wpadały mi w oczy przy gotowaniu..... Na dodatek nieszczęść Bella mi napisała,że 'zimno i pada i zimno i pada 'i Ona też pada,bo liście grabiła i na zakupach była,więc na kawę nie idzie,a w sklepie badziewie i nie ma po co. Oczywiście oprotestowałam jej wiadomość, ja taka w gotowości i wałki mam dla urody włosia, no to stwierdziła,że na chwilę do sklepu przyjdzie,ale na kawę nie, bo ją grypa bierze. No i po kawusi ;( To ja stwierdziłam,że nie idę do sklepu i foch, bo sama mnie wcześniej namawiała. Nie wiem po co się w takim razie ubrałam, przebierając trzecie kupsko Małego..... No to ona napisała,że może iść z buźką, która wyrażała wiadomy niesmak i niechęć. No to ja napisałam,że ja nie idę,bo na siłę to bez sensu i już nie wiadomo , kto chce , a kto kogo zmusza..... Zdołowana rozwaliłam serek , co mi wypadł z lodówki jak wyciągałam warzywa, nadeszła 12-ta i Mężul i jak się dowiedział , że nie idę, to mnie wygnał, bo co będę siedzieć,jak już Malca uśpiłam..... Znów wstąpiła we mnie nadzieja (i żądza kupowania;) i napisałam Bellowej,że będę w sklepie jakby trochę markotnie, ale może jednak coś z tego będzie..... Umordowałam Brata, by mnie zawiózł i po drodze poszliśmy jeszcze oglądać jakieś mieszkanie, bo on z narzeczoną szukają, w sumie małe takie, choć odnowione,ale jak tam woli..... Wcześniej krzyczał,że w dwóch pokojach to Mu za ciasno..... Ładna tapeta w kwiaty, nowa kuchnia, drzwi jak do sejfu, wielkie i grube..... Tyle że w łazience to się ledwo zmieści,w końcu mikrej postury nie jest..... Podrzucił mnie w końcu pod sklep, Bellowej nie było..... Rzuciłam się więc na poszukiwania, choć w okrojonym składzie, jak sobie obiecałam,bo kasa gdzieś mi się ulatnia (dziwne.....;B) i składować gdzieś trzeba tony rupieci..... Tak się okroiłam,że kupiłam 4 torebkę (w dwa tygodnie - zgroza), ale trzeba się pocieszyć, -> przecież nie będzie kawusi :( grafitowa listonoszka Mark&Spencer:D Poza tym różowo-fioletową torbę w kwiaty, wreszcie będę miała do szpitala, nie za duża nie za mała,z odczepianą boczną kieszonką, by móc iść sobie z nią i portfelem na spacer/zakupy/kawę po szpitalu......Dobra zdobycz :B Oto ona : Poza tym kapciuszki w panterkę z czarna kokardka i brylancikiem,ewidentna pocieszka, by móc chodzić w futerku na stopach.....Mięciusko. : Wisiorek i bransoletką z kwiatuszkami -obleci, to norma, jakaś biżu musi być, jeszcze pudełeczko na leki ozdobne z gwiazdką (bo 2 to za mało..... :/) . Moje 3 pojemniki na leki..... Teraz nie straszne mi żadne ilości..... ;P Mała mysza drewniana, dla Taty do kolekcji drewnianych figurek. Kubek z bałwankiem i ozdobami świątecznymi pięknie zapakowany. Mort z "Pingwinów z Madagaskaru" ruszający oczami za złotówkę . Srebrna ramka z różowymi kwiatuszkami, w sam raz dla Mami. Heloł, utonę w tym.... Jeszcze mi piętnasta poducha potrzebna..... No i sklep zamykali,14-ta , Belli nie było, powlekłam się więc do domu smętna, deszczowa, że 'miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam'.....Ciągnął się za mną wór niepotrzebnych mi aż tak specjalnie rzeczy..... Oczywiście koło 16 tj Bell mi napisała,że spała i nie przeczytała, że jestem,bo by przyszła. Takich zdecydowanych jak my dwie ,to nie ma nawet jednej..... 'Smutno było żurawiowi, ze samotnie ryby łowi.....' Czasem takie proste drogi bywają krzywe.... Wszystko znów fajnie, sytuacja jak kryształ (nieco do obróbki ), a ja mam różową torbę w kwiaty do szpitala, tra la la la..... ;)